Koncepcja mediów społecznościowych nie jest czymś zupełnie nowym. To po prostu stara, dobra praktyka polegająca na poszerzaniu kręgu znajomych poprzez spotykanie się z przyjaciółmi swoich znajomych, a następnie z przyjaciółmi ich znajomych, aż do momentu, gdy stracisz rachubę wszystkich powiązań. MySpace nie wymyśliło tego pomysłu. Nie była nawet pionierką w tworzeniu jego wersji internetowej. Dlaczego więc wygenerował ponad dwukrotnie większy ruch niż Google w ciągu zaledwie czterech lat od uruchomienia w 2003 roku?
Do lutego 2006 roku liczby były zdumiewające. 54 miliony ludzi miało profile. Każdego dnia rejestruje się kolejne 180 000 użytkowników. Nazwij to głupim szczęściem. Nazwij to genialnym projektem produktu. Niektórzy nazywali to po prostu placem zabaw drapieżników. Niezależnie od wytwórni MySpace stał się fenomenem. Ale jak prosta witryna profilowa mogła kosztować Ruperta Murdocha 580 milionów dolarów? A jaki był prawdziwy mechanizm stojący za tym gwałtownym wzrostem?
Mechanika „Przestrzeń przyjaciela”
Magia wczesnego MySpace polegała na tym, że wykres społecznościowy zaczął się rozrastać od chwili rejestracji. Nie musiałeś patrzeć. Platforma wykonała całą ciężką pracę.
To działało tak:
- Rejestrujesz się. Tworzysz profil podstawowy.
- Zapraszasz do przyłączenia się swoich prawdziwych przyjaciół. Szukasz także osób, które już znasz i które są już na stronie.
- Te kontakty tworzą Twoją początkową „Przestrzeń znajomych”.
- To jest haczyk. Wszystkie osoby z Friend Space Twoich znajomych automatycznie stają się częścią Twojej sieci.
Nie trzeba było ich dodawać ręcznie. Nie trzeba było składać wniosku. Po prostu tam byli. Nagle Twoje kontakty się pomnożyły. Masz teraz dostęp do większej liczby osób niż 15 minut temu, bez żadnego wysiłku.
Niewidzialna sieć
Jednak była też wada. Tak naprawdę nie można było zobaczyć pełni tej sieci. Interfejs nie zapewniał zbiorczego widoku sieci rozszerzonej. Nie można było nacisnąć przycisku i zobaczyć wszystkie połączenia drugiego i trzeciego poziomu ułożone w drzewie.
Ale sam pomysł był. Architektura oznaczała ogromną, uśpioną pulę potencjalnych kontaktów gotowych do wykorzystania. Nie chodziło tylko o to, kogo znasz. Chodziło o to, kogo znają twoi przyjaciele.
Odłóżmy na bok cały ten nonsens dotyczący „wykresu społecznego”. Technicznie rzecz biorąc, jesteś już połączony ze wszystkimi użytkownikami MySpace. To dziwna cecha strukturalna: kiedy tworzysz profil, współzałożyciel witryny, Tom Anderson, jest automatycznie dodawany jako Twój przyjaciel. Dzięki niemu wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni.
Możesz spróbować śledzić swoją rozszerzoną sieć, podążając za łączami od znajomego do znajomego w jego Przestrzeni znajomych i tak dalej. To najgorszy sposób na zagranie w Six Degrees of Kevin Bacon, jeśli wykluczysz Toma z równania. Możesz jednak poprosić o dodanie dowolnego użytkownika. Jeśli zaakceptuje zgłoszenie, będziesz mógł wysyłać e-maile, wiadomości błyskawiczne, linki do zespołów znalezionych w MySpace Music lub inne cyfrowe śmieci, którymi chcesz się podzielić.
To jest warstwa sieciowa. To podstawowe. Najważniejszą historią jest to, dlaczego ten projekt zadziałał, gdy wszystkie inne sieci społecznościowe zawiodły. Analitycy biznesowi uwielbiają pisać eseje na temat jego filozofii, ale przyczyny leżą w czymś znacznie prostszym. Połączenie muzyczne zmieniło wszystko.
Mistrz muzyki niezależnej
Pierwsi użytkownicy nie byli przypadkowymi ludźmi. To byli muzycy. Założyciele byli głęboko zanurzeni w scenie muzycznej Los Angeles, więc logiczne było, że zespoły jako pierwsze będą gromadzić się na platformie. Zanim media społecznościowe stały się narzędziem, były billboardami. Zespoły korzystały z bezpłatnych profili do publikowania dat tras koncertowych i komunikowania się z fanami. To była niska bariera wejścia dla sławy.
Do 2004 roku wraz z uruchomieniem MySpace Music przekształcił się on z listy kontaktów w pełnoprawny internetowy portal poświęcony muzyce niezależnej. To nie była tylko strona; był to silnik strumieniowy. Zespoły mogły przesyłać utwory, przesyłać je strumieniowo bezpośrednio ze swoich profili i umożliwiać odwiedzającym bezpłatne pobieranie plików MP3.
To był ogromny magnes. Przyciągnął więcej muzyków, ale co ważniejsze, przyciągnął grupę demograficzną, która konsumuje muzykę najchętniej: nastolatki i dwudziestolatkowie.
Dostępność przewyższa selekcję
Czego chce ta grupa demograficzna? Wolność. Chcą wyrazić siebie bez ścisłej kontroli, która definiowała wcześniejsze przestrzenie online. MySpace się na to zdecydowało. Moderacja treści była minimalna — obejmowała głównie mowę nienawiści i skrajną nagość. Skóra będzie oczywiście widoczna. Ale to wszystko.
Witryna była dostępna i możliwa do dostosowania w sposób, w jaki konkurencja MySpace nie mogła się równać. Użytkownicy mogli dodawać do swoich profili muzykę, filmy, grafikę, niestandardowe czcionki i chaotyczne układy. Mogliby używać hotlinków do plików graficznych i wideo hostowanych na innych serwerach. Postawa „rób, co chcesz, nas to nie obchodzi” była magnesem dla osób w wieku 16–25 lat. (Ich rodzice byli naturalnie przerażeni.)
Kluczową kwestią było to, że do przeglądania pełnych profili nie była wymagana rejestracja. Nie potrzebujesz przynależności do szkoły, firmowego adresu e-mail ani określonej grupy zainteresowań. Strona była otwarta dla każdego, kto potrafił czytać.
Baza użytkowników: kto tam naprawdę jest?
Jeśli MySpace jest dla wszystkich, to kto tam tak naprawdę jest? Podstawowy segment demograficzny jest jasny: większość stanowią osoby w wieku od szesnastu do dwudziestu pięciu lat. 25 procent zarejestrowanych użytkowników to nieletni w wieku od 14 do 17 lat. Aby się zarejestrować, musisz mieć ukończone 14 lat, ale znajdziesz też 12-latków kłamliwych na temat swojego wieku, ponieważ ta strona jest po prostu miejscem, w którym warto być.
Ale jeśli spojrzysz głębiej, sieć obejmuje pokolenia.
- Trzydziestolatkowie go używają, ponieważ nawiązywanie przyjaźni po ukończeniu studiów jest zaskakująco trudne.
- Pięćdziesięciolatkowie przyłączają się do fali networkingu w celu znalezienia partnerów biznesowych.
- Septuagenowcy szukają randek.
Jest to platforma uniwersalna. Poetów publikujących wiersze i autorów przyjmujących zamówienia na książki znajdziesz bezpośrednio na ich stronach profilowych. Technologia wspiera treść, a nie odwrotnie.
To szeroko rozpowszechnione narzędzie wyjaśnia, dlaczego główni artyści, tacy jak Madonna, Black Eyed Peas, Audioslave i Billy Corgan, korzystali z platformy do bezpośredniej komunikacji z fanami i testowania utworów. To wyjaśnia, dlaczego Rupert Murdoch uznał MySpace za magnes popkultury warty ponad pół miliarda dolarów.
Za kulisami: technologia MySpace
Jak stos technologiczny MySpace radził sobie z chaosem
Wróćmy do roku 2005. News Corp. Rupert Murdoch przeznaczył 580 milionów dolarów na zakup Intermix Media. Rynek odebrał to jako wrogie przejęcie MySpace. Logika była prosta: nie kupuje się holdingu dla papierkowej roboty. Kupujesz go dla ruchu. W tamtym czasie MySpace generował ponad 15 miliardów odsłon miesięcznie. To nie była tylko strona internetowa. Była to zniewolona publiczność składająca się z młodych ludzi dysponujących dochodami i dużą ilością wolnego czasu. Była to potencjalna kopalnia złota dla konsumentów. Jednak utrzymanie tego poziomu uwagi wymagało infrastruktury, która mniej przypominała zwykły blog, a bardziej operację na poziomie wojskowym.
Warstwa DNS i proxy
Gdy wpiszesz „myspace.com” w przeglądarce, ktoś musi poinformować Twój komputer, gdzie właściwie znajduje się ta witryna. To jest zadanie serwerów nazw domen (DNS). MySpace nie zbudowało od zera własnych serwerów DNS. Byłoby to nieskuteczne. Zamiast tego korzystali z usługi zarządzanego DNS o nazwie UltraDNS.
UltraDNS działa na ogromnej sieci serwerów. Dystrybuuje żądania IP użytkowników w oparciu o aktualnie dostępne serwery. Cel? Kontrola przeciążenia. Rozkładając obciążenie, zmniejszono spowolnienia i błędy DNS w godzinach szczytu.
Pomiędzy Tobą a głównymi serwerami MySpace znajdują się serwery proxy. Zapewniają zawartość buforowaną. Jeśli przeglądasz profil, serwer proxy może już mieć tę stronę w swojej pamięci lokalnej. Zmniejsza to liczbę zbędnych żądań kierowanych do głównych serwerów aplikacji. Mniejszy ruch docierający do zaplecza oznacza mniejsze ogólne zatory.
Napęd: serwery aplikacji i bazy danych
W przypadku najcięższych zadań – poczty elektronicznej, komunikatorów internetowych, blogów – MySpace korzystało z BlueDragon.NET. To oprogramowanie uruchamia kod CFML (ColdFusion Markup Language) na serwerach Microsoft IIS. To jest konkretny stos. Nie wszyscy korzystają z ColdFusion, ale w tamtym czasie odpowiadało to potrzebom witryny.
Jeśli chodzi o dane, MySpace opiera się na skalowalnym klastrze serwerów Isilon IQ 1920i o pojemności 20 terabajtów. Dla porównania: jeden terabajt to jeden bilion bajtów. Klaster przechowuje przesłane przez użytkowników: zdjęcia, filmy, utwory. Sprzęt działa na procesorach Intel Xeon taktowanych zegarem 3,2 GHz. Istnieje 10 węzłów serwerów, każdy o pojemności 1,92 TB.
Węzły nie tylko tam siedzą. Komunikują się ze sobą poprzez architekturę InfiniBand. Ustanawia to połączenia szeregowe typu punkt-punkt pomiędzy serwerami. Wynik? Szybkość przesyłania danych wynosi około 3 GB/s. Szybko. Bardzo szybko.
Podłączanie backendu
Zapleczem tej operacji jest przełącznik InfiniBand dla serwerów. Przełącznik serwerów zapewnia łączność między wieloma serwerami na różnych platformach. W przypadku MySpace łączy wszystkie serwery wewnętrzne i łączy je z serwerami zewnętrznymi, które dostarczają Ci treść.
Centralna centrala Equinix Exchange w Los Angeles obsługuje dostarczanie treści MySpace. Equinix Exchange to usługa peeringu oparta na sieci Ethernet. Łączy MySpace z najwyższej klasy sieciami internetowymi za pośrednictwem jednego koncentratora. Wyobraź sobie sieć przełączników serwerów łączących wszystkie sieci Equinix. Treść przepływa z MySpace przez dowolną z tych połączonych sieci, wybierając najbardziej efektywną trasę w oparciu o dostępną przepustowość.
Jest to ustawienie zaprojektowane z myślą o maksymalnej wydajności. Rozkład obciążenia jest kluczowy. Minimalizuj przestoje. Zmniejszone opóźnienie.
Ale bądźmy realistami. To nie było idealne. Według Alexy według stanu na luty 2006 r. MySpace znajdowało się wśród 25 procent witryn internetowych o najniższej szybkości. Autor napotkał wiele komunikatów o błędach podczas poruszania się po witrynie. Dlaczego? Ponieważ MySpace miał większy ruch niż Google, ale znacznie mniej kapitału – przynajmniej przed rozliczeniem czeku Murdocha. Szybkie dostarczanie treści przez całą dobę, 7 dni w tygodniu, milionom jednoczesnych użytkowników kosztuje fortunę.
Zanim News Corp. przejęło kontrolę, miały miejsce dwa duże zastrzyki gotówki. W 2003 roku Intermix Media nabył 53% udziałów w MySpace za nieujawnioną kwotę. W 2005 roku Redpoint Ventures kupił swoje 25% udziałów za 11,5 miliona dolarów. Wraz z pojawieniem się News Corp. założono, że MySpace w końcu będzie miał budżet na zakup lepszych „zabawek” i poprawę szybkości.
Model przychodów
Jak więc strona internetowa na siebie zarabia? Reklama. Jest to jedyne źródło dochodu, które nie wymaga emisji akcji. To raj dla reklamodawców.
Główną grupą odbiorców są internauci w wieku od 16 do 25 lat. Ta grupa demograficzna to święty Graal dla reklamodawców. Według danych Alexa, MySpace osiągnął szczytową liczbę 16 miliardów odsłon w styczniu 2006 roku. To oszałamiająca liczba wyświetleń reklam. Szacuje się, że tylko w 2005 roku firma zarobiła na reklamach od 30 do 40 milionów dolarów.
Historia pochodzenia
MySpace zostało założone w 2003 roku przez Chrisa DeWolfa i Toma Andersona. Zaczęło się od sieci społecznościowej luźno wzorowanej na Friendster. Ale Friendster miał krytyczną wadę. Nie radziła sobie z ruchem. W godzinach szczytu strona działała wolniej. Lub błędy DNS całkowicie zablokowały dostęp.
Użytkownicy są zmęczeni. Przenieśli się na MySpace pocztą pantoflową. Wszystko zaczęło się od przyjaciół i pracowników założycieli. Następnie nastąpiła promocja w mediach za pośrednictwem firmy Intermix, która posiadała większościowy pakiet udziałów. To posunięcie zadziałało.
Anderson i DeWolf zauważyli szczególnie jedną rzecz. Muzycy i fani muzyki korzystają z MySpace częściej niż jakakolwiek inna grupa. Wykorzystali to. Stworzyli MySpace Music. Ruch wzrósł. Platforma ewoluowała od sieci społecznościowej ogólnego przeznaczenia do społeczności skupionej na muzyce.
A teraz spójrzmy na interfejs. Pies autorki, Ellie, najwyraźniej chce założyć profil na MySpace. Aby rozwinąć swoją sieć społecznościową. Ciekawe, czy wytrzyma ten czas oczekiwania.
Ellie nie ma pieniędzy. To nie jest przeszkoda. MySpace jest całkowicie darmowy, więc nie potrzebujesz karty kredytowej, aby zacząć z niego korzystać.
Wtedy wszystko dzieje się zadziwiająco szybko. Cały proces rejestracji trwa około dwóch minut. Nie musisz zapełniać stron językiem prawniczym. Wystarczy wpisać podstawowe dane do prostego formularza.
Minimalistyczny proces rejestracji
Tworzenie profilu ogranicza się do minimum wymaganych danych. Ellie wpisuje swoje imię. Wpisuje swój adres e-mail. Wybiera hasło. To takie proste.
Następnie wymagane są dane o lokalizacji, ale z zastrzeżeniem. Jeśli przebywasz w USA, Kanadzie lub Wielkiej Brytanii, formularz poprosi o podanie kodu pocztowego. Użytkownicy z innych regionów pomijają to pole. Zaraz po tym wskazana jest płeć i data urodzenia.
Pojawia się szybka sugestia przesłania zdjęcia. Witryna potrzebuje treści wizualnych. Sugeruje także zapraszanie znajomych do przyłączenia się. Tutaj zaczyna się efekt sieciowy, jeszcze zanim opublikujesz swój pierwszy post.
Nie było praktycznie żadnej bariery wejścia.
To podejście polegające na niskim tarciu było zamierzone. Usuwając bariery finansowe i czasowe, platforma starała się przyciągnąć użytkowników, którzy w przeciwnym razie byliby nieufni wobec internetowych kręgów społecznościowych. W projekcie priorytetem była prędkość nad głębokością. Możesz się zarejestrować i rozpocząć interakcję z innymi, nawet nie zastanawiając się, co napisać.
To inny model niż ten, który widzimy dzisiaj. Nowoczesne platformy często wymagają większego wkładu lub polegają na zachętach algorytmicznych, aby utrzymać Twoją uwagę. MySpace natomiast postawiło na proste zalety darmowego dostępu i natychmiastowego kontaktu ze znajomymi.
Konfigurowanie MySpace Ellie: co właściwie obejmuje konto
Ellie właśnie dołączyła do MySpace. Ona już nie tylko patrzy. Jej profil jest aktywny, a standardowy zestaw narzędzi jest już zainstalowany.
Najpierw zaopatrzysz się w niezbędne rzeczy. Skrzynka odbiorcza wiadomości. Sekcja bloga przeznaczona do pisania tekstów. Przechowywanie zdjęć, które naprawdę działa. Niestandardowy adres URL, jeśli zdecyduje się wybrać nazwę użytkownika, która nie jest jeszcze zajęta. Książka adresowa do śledzenia znajomych. A potem reszta funkcji. Te, które wypełniają ekran, ale są rzadko używane.
Jest to pakiet standardowy. Każdy nowy użytkownik otrzymuje dokładnie taki zestaw zasobów cyfrowych.
Ellie ma pełny zestaw: skrzynkę odbiorczą, blog, zdjęcia, adres URL, kontakty. Reszta zależy od niej.
Dlaczego to jest ważne? Ponieważ MySpace nie był tylko witryną internetową. Było narzędziem kreowania tożsamości. Adres URL był ikoną. Blog – głosowo. Zdjęcia są dowodem. Uformowałeś swój wizerunek.
Ellie może później zmienić CSS. Zmień kolory. Dodaj muzykę. Ukryj części swojego profilu. Ale fundament został już położony. Haczyki są już na swoim miejscu.
Teraz musi zdecydować, co opublikować. I kogo zaprosić. Infrastruktura jest gotowa. Brak treści.
Wykres społecznościowy Ellie właśnie otrzymał poważną aktualizację. Dzięki Tomowi Andersonowi, prezesowi i współzałożycielowi MySpace, nie zaczyna już od zera. Architektura witryny pozwala teraz użytkownikom zapraszać istniejące kontakty do przyłączenia się do platformy, jednocześnie korzystając z wyszukiwania znajomych, którzy już utworzyli swoje profile.
W dużej mierze wyeliminowano tarcia związane ze znalezieniem ludzi. Możesz je znaleźć według nazwy lub adresu e-mail, ale prawdziwym krokiem naprzód jest import zbiorczy. MySpace umożliwia importowanie całej książki adresowej od głównych dostawców, takich jak Yahoo!, Hotmail, AOL i Gmail. System automatycznie skanuje te listy, odnotowując wszelkie dopasowania do kont, które mają już konto MySpace. Jest to skrót, który zamienia zimny start w ciepłą sieć.
Wyszukaj stare kontakty według przynależności do organizacji
Wyszukiwanie według nazwy jest wygodne, ale nie oddaje losowości prawdziwego świata. MySpace oferuje głębsze filtry dla nowych połączeń. Możesz przeglądać listę według szkoły, znajdując kolegów ze szkoły lub uczelni. Uczelnie mają na platformie dedykowane sekcje, które ułatwiają identyfikację Twojej sieci. Przynależność do branży biznesowej to kolejne narzędzie, które pozwala na ponowne nawiązanie kontaktu z byłymi współpracownikami lub znajomymi zawodowymi.
Przeglądaj według kryteriów
Jeśli wolisz bardziej eksploracyjne podejście, Ellie może przeglądać profile w oparciu o określone kryteria, zamiast kierować reklamy do konkretnych osób. Metoda ta opiera się na kategoryzacji użytkowników dokonywanej przez platformę, umożliwiając odnajdywanie profili na podstawie wspólnych zainteresowań, lokalizacji czy wskaźników demograficznych. Jest to mniej precyzyjne niż importowanie wiadomości e-mail, ale otwiera drzwi do osób, o których możesz nie pomyśleć podczas wyszukiwania.
Mechanika połączeń na MySpace
Architektura społecznościowa platformy została zbudowana na uczestnictwie. Użytkownicy nie tylko przyglądali się z boku; zapełniali fora MySpace, uczestnicząc w odgałęzionych dyskusjach, które często przeradzały się w osobiste kontakty. Oprócz tych publicznych dyskusji w witrynie oferowano grupy skupione na określonych hobby, ogólnych zainteresowaniach lub określonych subkulturach. Ta kategoryzacja pozwoliła na ukierunkowane wyszukiwanie: nie tylko przeglądałeś pustkę, ale filtrowałeś treść zgodnie ze swoimi preferencjami smakowymi.
Gdy tylko pojawił się odpowiedni profil, wszystkie przeszkody zniknęły. Nie trzeba było wypełniać wniosków ani czekać na akceptację. Wystarczyło kliknąć przycisk Dodaj do znajomych znajdujący się bezpośrednio na stronie profilu użytkownika. Natychmiastowa zmiana statusu. Osiągnięcie cyfrowej intymności.
Pojawi się powiadomienie. Ellie chce Cię dodać do swojej przestrzeni znajomych. Klikasz „zatwierdź” lub nie. Jeśli na to pozwolisz, automatycznie znajdziesz się w jej kręgu. Tylko.
Ale MySpace nigdy nie było o przyjaciołach. Był to zestaw narzędzi do wyrażania siebie, który obejmował sieci społecznościowe. Mógłbyś tam prowadzić bloga. Można było oceniać zdjęcia innych użytkowników, co było albo zabawną grą, albo źródłem dramatu, w zależności od tego, kto oglądał. Możesz nawet ocenić swoich profesorów na studiach. Tak, poważnie. Platforma zamieszczała informacje o lokalnych wydarzeniach, zezwalała na ogłoszenia drobne i oferowała wybór gier dla zabicia czasu.
Jednak żadnego z nich nie można porównać pod względem ważności z jedną konkretną funkcją.
Dlaczego muzyka MySpace dominowała
MySpace Music nie było projektem pobocznym. To był cel podróży. Po raz pierwszy witryna z powodzeniem zredefiniowała branżę muzyczną w skali globalnej. Inne strony próbowały. Nie udało im się. MySpace nie.
Dało artystom przestrzeń, która nie wymagała wytwórni płytowej. Dał fanom możliwość odkrywania muzyki niefiltrowanej przez tradycyjnych DJ-ów radiowych. Infrastruktura była gotowa. Gmina była gotowa. W rezultacie nastąpiła zmiana, która odbiła się szerokim echem w całej branży.
Fenomen muzyki MySpace: związek między gwiazdami a niepodpisanymi zespołami
Być może pamiętacie to miejsce jako zakurzony zakątek wczesnego Internetu, ale MySpace Music nie było tylko stroną profilową. Był to dedykowany ekosystem, porównywalny z eBay Motors w szerszym uniwersum eBay, stworzony specjalnie z myślą o dystrybucji dźwięku i interakcji z fanami. Zdemokratyzowało strategie wydawnicze. Zarówno uznani artyści, jak i niepodpisane zespoły entuzjastycznie używali go do przesyłania utworów online i bezpośredniej komunikacji ze słuchaczami.
Strategia była prosta: wypuszczać single lub całe albumy online, zanim trafią do sklepów stacjonarnych. To okno przedpremierowe stało się standardową taktyką marketingową. Wielkie nazwiska, takie jak REM, Franz Ferdinand, Billy Corgan, Black Eyed Peas i Nine Inch Nails korzystały z platformy do premierowych treści. Nie chodziło tylko o wywołanie szumu; był to sposób na kontrolowanie narracji cyklu wydawniczego.
Ale prawdziwa skala platformy tkwiła w jej objętości. Prawie 600 000 grup utworzyło profile. Hierarchia chwały została wyrównana. Na tej samej stronie można było znaleźć Coldplay stojącego ramię w ramię z Rusted Halo, niepodpisanym zespołem z Chesterton w stanie Indiana. Scenie cyfrowej nie zależało na umowie zawartej z wytwórnią. Interesowało ją tylko to, czy masz utwór i fanów, którzy chcą nacisnąć przycisk odtwarzania.
W przeszłości lokalne zespoły opierały się na przekazie ustnym. To był powolny proces. Występowałeś na scenie w barze w piwnicy. Rozdawałeś ulotki. Czekałeś, aż następne miasto o tobie usłyszy. MySpace przełamał tę geograficzną izolację. Nagle zespół z San Francisco mógł w ciągu zaledwie kilku minut pojawić się w programie „Przyjaciele” niemieckiego słuchacza. Odległość zniknęła.
Platforma oferowała zestaw narzędzi, który wydawał się stworzony dla muzyków nieposiadających wytwórni. To nie była tylko sieć społecznościowa. To był kanał dystrybucji. Interfejs posiadał wbudowany odtwarzacz muzyki. Fani mogli oceniać utwory. Mogli zostawić recenzje. Istniały rankingi oparte na odsłonach strony. Wykazy występów zostały powiązane z lokalizacją. Teledyski przesłane przez artystów znajdowały się bezpośrednio w kanale.
Ale prawdziwym atutem nie był odtwarzacz ani recenzje. To był zasięg.
Dlaczego MySpace odniosło sukces tam, gdzie inni ponieśli porażkę? Branża muzyczna od dawna marzyła o miejscu, w którym artyści mogliby ominąć strażników. MySpace stał się takim miejscem. Niektórzy obwiniają jego wczesne korzenie na scenie muzycznej Los Angeles. Inni wskazują na ogromne natężenie ruchu. Zapewne pewną rolę odgrywały także jego własne funkcje muzyczne. Ale wynik był oczywisty. Niezależni muzycy otrzymali bezpośredni kanał do publiczności.
Nikt nie jest do końca pewien, dlaczego MySpace stał się tym, o czym marzyły inne strony – miejscem, w którym muzycy mogą w dużej mierze promować swoją muzykę bez pomocy wytwórni.
Zniknęły bariery wejścia. Nie potrzebowałeś kontraktu płytowego. Potrzebowałeś połączenia. Platforma zmieniła Internet w globalny otwarty mikrofon. Na krótki czas to wystarczyło.
Przemysł muzyczny się zmienia i dzieje się to po cichu. Zespoły takie jak Hawthorne Heights, My Chemical Romance i Arctic Monkeys nie zostały po prostu odkryte; zbudowali imperia w Internecie. MySpace stał się odskocznią. Dzięki taktyce marketingu partyzanckiego Arctic Monkeys osiągnęło pierwsze miejsce na brytyjskich listach przebojów jeszcze zanim ukazał się ich debiutancki album. My Chemical Romance sprzedało się w ponad milionie egzemplarzy swojego debiutanckiego albumu z 2004 roku. Hawthorne Heights sprzedało pół miliona płyt.
Dlaczego to jest ważne? Laveridge’a. Ci artyści nie przyszli błagać o kontrakt. Przyszli z bazą fanów i danymi sprzedażowymi. Siedzący w klubie menadżer A&R widzi potencjał. Artysta posiadający milion fanów w Internecie widzi partnera biznesowego. Zmienił się układ sił.
Potem jest Hollywood Undead. Mało znany kalifornijski zespół. Pojawili się na MySpace w czerwcu 2005. W ciągu tygodnia osiągnęli czwarte miejsce na listach przebojów. 65 000 przyjaciół. Sześć miesięcy później podpisali kontrakt z MySpace Records.
Jak MySpace Records znajduje talenty
MySpace Records to coś więcej niż tylko wytwórnia. To jest hybryda. Partnerstwo pomiędzy MySpace i Interscope Records. Duch sceny niezależnej i siła detaliczna dużej wytwórni. Tom Anderson, prezes MySpace, nadzoruje kierownictwo kreatywne i A&R. Konkluzja jest taka, że wytwórnia nie szuka talentów w barach. Studiuje oceny. Recenzje użytkowników określają skład artystów.
Pierwszym wydawnictwem było MySpace Records, tom. 1 w listopadzie 2005. Artyści niezależni. Artyści, którzy podpisali kontrakty. Każdy, kto ma profil. Debiutancki album Hollywood Undead planowany był na rok 2006.
Ale prędkość niesie ze sobą ryzyko. Gwałtowny rozwój platformy wzbudził poważne obawy dotyczące prywatności. Rodzice. Nastolatki. Nieznajomi. Jak chronić tak otwartą sieć?
Bezpieczeństwo MySpace
Platforma musiała udzielić odpowiedzi na własne pytania.
Problem drapieżnika i pułapka weryfikacyjna
Siedem przestępstw seksualnych bez użycia przemocy wobec nieletnich. Jedno morderstwo. Wszyscy wracają do pierwotnego kontaktu za pośrednictwem MySpace. To nie są tylko statystyki. Oto brutalna rzeczywistość tego, co dzieje się, gdy anonimowość spotyka się z młodością.
Predatorów nie interesuje platforma. Internet jest domyślnie terenem łowieckim. Anonimowość jest ich bronią. Ale prasa skupiła się na MySpace z prostego powodu. Baza użytkowników składała się głównie z osób poniżej 18 roku życia. A strona nie chciała sprawdzić, kim naprawdę byli.
Zasady wyglądały dobrze na papierze. Aby się zarejestrować trzeba było mieć ukończone 14 lat. Jeśli użytkownik miał mniej niż 16 lat, jego profil mogły zobaczyć tylko osoby z jego „Przestrzeni znajomych”. Brzmiało wiarygodnie. W rzeczywistości tak nie było. Dzieci kłamały na temat swojego wieku. Dorośli szukający nieletnich ofiar zrobili to samo. System był zepsuty od samego początku.
MySpace stoi przed klasycznym dylematem. Jej sukces zależał od otwartej, „pobłażliwej” postawy. Nieznajomi mogli łatwo nawiązać ze sobą kontakt. Weryfikacja tożsamości powstrzymałaby drapieżniki. Ale powstrzymałoby to również dzieci od kłamstw na temat swojego wieku. Co gorsza, zirytowałoby to legalnych użytkowników. Kto chce podawać numer karty kredytowej lub numer ubezpieczenia społecznego tylko po to, aby komunikować się online?
Firma twierdziła, że dba o bezpieczeństwo. Jedna trzecia ze 175 pracowników moderowała profile. Szukali różnic wiekowych. Sprawdzili, czy zdjęcia odpowiadają podanemu wiekowi. Szukali nieodpowiednich treści. Czy to zaczęło się zanim media nazwały MySpace „koszmarem rodziców”? Nikt nie wie. Ale wysiłki te były zauważalne.
W sekcji Wskazówki dotyczące bezpieczeństwa przedstawiono standardowe zalecenia. Podobne ostrzeżenia można znaleźć na każdym portalu randkowym. Przesłanie było jasne:
- Nigdy nie publikuj danych osobowych. Adresy. Numery telefonów. Zachowaj je w tajemnicy.
- Spotykaj się w miejscach publicznych. Spotykaj się gdzie indziej tylko wtedy, gdy znasz tę osobę w prawdziwym życiu.
- Uważaj na oszustwa. Wyłudzanie informacji. Kradzież tożsamości. Bądź ostrożny w Internecie.
- Zgłoś podejrzane zachowanie. Zapisuj wiadomości. W razie potrzeby policja może je wyśledzić.
Zalecenia były rozsądne. Jednak w dużej mierze je zaniedbano.
Infrastruktura bezpieczeństwa i public relations
11 kwietnia 2006 MySpace ogłosiło istotne zmiany. Firma zatrudniła byłego prokuratora federalnego jako swojego pierwszego dyrektora ds. bezpieczeństwa. To nie był chwyt PR. Były to zmiany operacyjne. Nawiązali także współpracę z WiredSafety.org, aby zaostrzyć procedury.
Kot zniknął z worka. Korporacje nie chcą, aby ich wizerunek był wylęgarnią drapieżników. To jak złapać supermodelkę ze słomką w nosie. Nikt nie jest zaskoczony. Problemem są dowody. MySpace musiało uporządkować swoje działania.
Podjęli działania. Zablokowali 29 000 zarejestrowanych przestępców seksualnych. To znacząca liczba. Oznaczało to, że firma nie udawała już, że nie widzi problemu. Blokowanie znanych przestępców nie powstrzymuje jednak nowych. Ona nie powstrzymuje kłamców. Nie rozwiązuje to podstawowego napięcia między bezpieczeństwem a wzrostem.
Strona była zbyt popularna, aby ją zignorować. Ludzie chcieli nosić ze sobą MySpace wszędzie. Narodził się MySpace Mobile. Platforma się rozwijała. Wraz z rozwojem pojawiły się nowe narzędzia. Następny miał być MySpace IM. Infrastruktura się rozrastała. Rosnące ryzyko.
Cyfrowy plac zabaw stawał się coraz bardziej zatłoczony. A drapieżniki się przystosowały.
Poza profilem
MySpace nie był jedyną opcją. Użytkownicy mieli wybór. Krajobraz mediów społecznościowych uległ fragmentacji. Ludzie szukali alternatyw. Lub dodali nowe sieci do istniejących.
- Facebook nabierał tempa. Mniejszy. Bardziej ekskluzywne.
- Friendster zanikał. Niezdarny. Przestarzały.
- LinkedIn służył do pracy. Profesjonalny. Poważny.
- Orkut był popularny w Brazylii. Regionalny. Nisza.
- Ryze i Plemię byli mniejsi. Skoncentrowany na społeczności.
- TagWorld oferował inne mechanizmy społecznościowe.
Rynek był zatłoczony. MySpace miał głośność. Ale objętość niesie ze sobą bagaż. Obawy dotyczące bezpieczeństwa były realne. Rozwiązania były niekompletne. Napięcie między otwartością a bezpieczeństwem pozostało nierozwiązane.
MySpace próbowało zrównoważyć sytuację. Zatrudnili ekspertów ds. bezpieczeństwa. Przestępcy zostali zablokowani. Regulamin został zaktualizowany. Ale zasadniczy problem pozostał. Anonimowość jest trudna do zabicia. A użytkownicy kochali swoją wolność.
Kolejnym krokiem była aplikacja mobilna. Celem była spójność. Ale czy możliwe jest zabezpieczenie połączenia opartego na anonimowości?
Odpowiedzi nie było w kodzie. Był w kulturze. A to jest znacznie trudniejsze do naprawienia.
MySpace Mobile
MySpace nie tylko eksplodowało w świadomości publicznej w 2003 roku; podtrzymał ten ogień, stale dostosowując się do wymagań użytkowników. Strategia była prosta: jeśli nie było cię przy komputerze, nie było cię na MySpace, a to był problem, na który nie mogli sobie pozwolić. Rozwiązanie pojawiło się w grudniu 2006 r., kiedy platforma nawiązała współpracę z firmą AT&T (wówczas Cingular Wireless), aby wprowadzić funkcje społecznościowe do ery urządzeń przenośnych.
Punktem wyjścia były podstawowe funkcje: MySpace Mobile Alerts. Były to powiadomienia SMS wysyłane na Twój telefon po aktualizacji Twojego profilu. Same powiadomienia MySpace były bezpłatne, ale obowiązywały standardowe stawki za wiadomości tekstowe Twojego operatora. Jeśli chciałeś czegoś więcej niż tylko powiadomień, dostępna była płatna subskrypcja. Abonenci AT&T mogli płacić 2,99 dolara miesięcznie za pełną usługę MySpace Mobile. Wymagało to pobrania aplikacji Java, która zapewniała dostęp do przesyłania zdjęć, publikowania blogów, przeglądania list znajomych i poczty e-mail.
Nie pozwól, aby stała opłata miesięczna zwiodła Cię na myśl, że jest tania. Opłaty za transmisję danych naliczane przez Twojego operatora nadal będą obowiązywać. Przesyłanie zdjęcia z aparatu o rozdzielczości 1,2 megapiksela może z łatwością kosztować 1,50 dolara oprócz szybkości transmisji danych. Jeśli miałeś ograniczony budżet, mobilny MySpace był prawdziwym szaleństwem.
Dla posiadaczy urządzeń Helio warunki były korzystniejsze. Dzięki wsparciu EarthLink i SK Telecom firma Helio zaoferowała dedykowaną aplikację MySpace. Większość planów Helio obejmowała nielimitowaną transmisję danych, umożliwiając korzystanie z MySpace Mobile bez dodatkowych kosztów za sesję. Był to jeden z niewielu sposobów na uzyskanie dostępu do serwisu bez obawy o niespodziewany rachunek na koniec miesiąca.
MySpaceIM
Ludzie chcą natychmiastowej satysfakcji. Oczekiwanie na aktualizację profilu i sprawdzanie, czy znajomy odpowiedział, wydawało się anachroniczne. Aby uniemożliwić milionom użytkowników przejście na inne platformy, 20 czerwca 2007 r. MySpace uruchomił MySpaceIM. Wcześniej użytkownicy byli zmuszeni do komunikacji korzystać z klientów zewnętrznych, takich jak AOL Instant Messenger (AIM). Teraz platforma ma własnego dedykowanego klienta.
MySpaceIM nie był tylko polem tekstowym. Został wyposażony we wbudowany odtwarzacz muzyki, konfigurowalne rodzaje dialogów oraz interfejs z możliwością zmiany motywów, pozwalający na personalizację tła i awatarów. Możliwe było zaimportowanie istniejącej listy znajomych, dzięki czemu przejście było bezbolesne. Obsługiwane były także „Zipy” – fragmenty dźwiękowe, które można było wysyłać znajomym. Zaawansowani użytkownicy docenili logowanie jednym kliknięciem i natychmiastowe powiadomienia o nowych wiadomościach, zaproszeniach do znajomych i komentarzach.
Zespół programistów nie poprzestał na własnym kliencie. Cerulean Studios, twórcy popularnego klienta Trillian IM, wypuścili Trillian Astra do obsługi MySpaceIM. Pracowali także nad wtyczką do Pidgina, która łączyła MySpaceIM z biblioteką libpurple. Była to próba naprawienia błędów i poprawy stabilności po wstępnym uruchomieniu testowym. Do uruchomienia natywnego klienta MySpaceIM wymagany był system operacyjny Microsoft Windows 98, 2000, XP lub Vista oraz przeglądarka Internet Explorer 5.0 lub nowsza.
Wpływ na MySpace
Spotkanie z przyjaciółmi to tylko połowa sukcesu. MySpace chciało także pomóc użytkownikom zaangażować się w problemy rzeczywistego świata. W 2007 roku wprowadzili MySpace Impact. Funkcja ta umożliwiła zarówno osobom indywidualnym, jak i organizacjom zamieszczanie informacji o różnych inicjatywach społecznych. Celem było szerzenie świadomości i pozyskanie wsparcia dla ruchów społecznych i politycznych. Była to próba przekształcenia ogromnego zasięgu platformy w coś mającego namacalne konsekwencje w świecie rzeczywistym.
Politycy od dawna krzyczą w próżnię, błagając przedstawicieli pokolenia X i milenialsów, aby dbali o obowiązek obywatelski. Badania konsekwentnie wykazały, że krzyk nie działa. Kiedy więc MySpace uruchomiło MySpace Impact, nie była to tylko kolejna nowa funkcja. To był punkt zwrotny. Sieć społecznościowa zdecydowała się bezpośrednio walczyć z apatią polityczną, koncentrując się szczególnie na polityce amerykańskiej, pomimo globalnej bazy użytkowników.
To nie była próba zarobienia pieniędzy. W czasach, gdy każde kliknięcie miało swoją cenę, MySpace Impact wyróżniało się tym, że przedkładało edukację i dialog nad zysk. Było to jedno z tych rzadkich, niemal bezinteresownych posunięć na platformie zbudowanej z myślą o pomiarach próżności i reklamie.
Mechanika wpływu
Głównym motorem tej inicjatywy była nagroda MySpace Impact Award. Pomyśl o tym jak o comiesięcznym podsumowaniu dobrych uczynków. Nagrody zostały podzielone na sześć różnych kategorii:
- Rozwój międzynarodowy
- Pomóż biednym
- Sprawiedliwość społeczna
- Zdrowie i bezpieczeństwo
- Ekologia
- Tworzenie społeczności
Oto jak to działało. Organizacje nominowane przez użytkowników. Następnie społeczność głosowała. Co miesiąc jeden zwycięzca otrzymywał nagrodę. Ceny? Nie miliony, ale znacząca sława.
Weźmy na przykład 25 czerwca 2007 roku. ONE.org: Kampania na rzecz eliminacji ubóstwa zdobyła nagrodę w kategorii Pomoc biednym. Otrzymali coś więcej niż tylko trofeum. Otrzymali 10 000 dolarów, priorytetowy link na stronie Impact na cały miesiąc, wzmiankę w biuletynie i reklamę MySpace obejmującą całą witrynę. Dla organizacji non-profit ta widoczność jest warta więcej niż pieniądze. Przyciąga ruch. Przyciąga darowizny. Ona przynosi zmianę.
Prezydenckie skupienie
Jeśli chciałeś wiedzieć, gdzie stoi Twój ulubiony kandydat, nie musiałeś czytać 40-stronicowego dokumentu. Właśnie odwiedziłeś MySpace.
Sekcja Prezydencki Fokus zawierała linki do stron MySpace wszystkich głównych kandydatów. Niezależnie od tego, czy był to Barack Obama, czy John McCain, profil stanowił punkt centralny dla ich stanowisk w kwestiach, które naprawdę nie dawały spać ludziom: edukacji, opieki zdrowotnej, imigracji. To było proste. Bez pośredników. Tylko kandydat i wyborca.
Opublikowali także filmy i linki do wydarzeń politycznych na całym świecie. Cel był prosty: informować użytkowników o aktualnych informacjach. Jeśli przewiniesz swój kanał, powinieneś zobaczyć wiadomości, a nie tylko zdjęcia kotów.
Lejek rejestracyjny
Ale najpotężniejszy ruch? Link do rejestracji wyborcy.
Młodzi ludzie byli na MySpace. Politycy chcieli, żeby młodzi ludzie głosowali. MySpace oddał narzędzie bezpośrednio w ręce użytkownika. To usunęło tarcie. Jeżeli byłeś już zalogowany, do zarejestrowania się w celu głosowania wystarczy jedno kliknięcie. To zmieniło pasywne zainteresowanie w aktywne uczestnictwo.
To był święty Graal dla platform aktywności obywatelskiej: obniżyć barierę wejścia. Integrując rejestrację wyborców bezpośrednio z doświadczeniem społecznym, MySpace nie mówił tylko o demokracji. On ją zapewnił.
Pytanie nie brzmi, czy zadziałało idealnie. Pytanie, czy nie stanowi to precedensu. Późniejsze platformy próbowały to odtworzyć, często niezdarnie. Ale MySpace Impact pokazało, że sieci społecznościowe mogą być czymś więcej niż tylko komorami echa. Mogą to być place miejskie.
Nawet jeśli szum ucichnie, infrastruktura pozostanie. I na jakiś czas to wystarczyło.
MySpace stał się popularny nie tylko dzięki możliwości zamieszczania zdjęć przez użytkowników. Głównym czynnikiem wzrostu było wideo. Do połowy 2007 roku sieć społecznościowa przekształciła się w centrum wideo. Aby przyciągnąć ten ruch, uruchomiono serwis MySpaceTV.com. To nie była tylko amerykańska strategia. Platforma stała się międzynarodowa, otwierając się w 15 krajach i w siedmiu językach.
Zawartość witryny była specyficzna. Z pewnością istniały treści generowane przez użytkowników. Ale oferował także program nadzorowany. Dużą popularnością cieszyły się miniodcinki Sony, czyli pięciominutowe wycinki z klasycznych programów telewizyjnych. MySpace nie stworzył tej biblioteki sam. Firma ma podpisane umowy z Reutersem, The New York Times i National Geographic. Wysokiej jakości dziennikarstwo na portalu społecznościowym? Taki był wniosek.
Konfiguracja i dostęp
Użytkownicy mogą tworzyć własne strony kanałów. To nie była tylko aktualizacja profilu. Można było zapisywać filmy, zostawiać komentarze i tworzyć playlisty. Kanały te zostały powiązane z Twoim głównym profilem MySpace. Utrzymywało cię w ekosystemie.
Dostęp był utrudniony. Niezarejestrowani użytkownicy mogą przeglądać zawartość. Jeśli chcesz pobrać filmy? To wymagało konta. Dostęp do narzędzi mieli zarejestrowani użytkownicy. Oferowany interfejs:
- Wykresy wideo do śledzenia trendów
- Kategoryzacja dla łatwego wyszukiwania
- Kanały wyróżnione przez redaktorów
- Filmy zastępujące się nawzajem na stronie głównej
- „Gorący” film dnia zwiększający zaangażowanie
MySpace był własnością News Corp. To miało znaczenie. Firma nawiązała współpracę z NBC Universal. Cel był prosty. Przesyłaj strumieniowo programy telewizyjne i filmy online. Zrób to legalnie. Opłaca się to robić. Platformą realizacji tej umowy stała się MySpaceTV.
Porównanie z YouTube
Krytycy szybko dostrzegli podobieństwa. MySpaceTV skopiowało format YouTube. Bardzo blisko. Układ był znajomy. Sposób organizacji jest niemal identyczny. Niektórzy twierdzili, że było to zamierzone. Skopiuj zwycięzcę. Zdobądź sukces. Inni twierdzili, że nie ma innego wyjścia. YouTube tak dobrze zoptymalizował wygodę użytkownika, że odejście od tej zasady wydawało się ryzykowne.
Obydwa serwisy działały w podobny sposób. Różnica polegała na publiczności. Wielu entuzjastów wideo w Internecie było już na MySpace. Jeśli już tam byłeś, zostałeś. Decydującym czynnikiem stał się efekt sieciowy.
W witrynie znajdują się nie tylko treści tworzone przez użytkowników i inne programy wideo online, ale także „minisody Sony”.
Współpraca z NBC Universal miała pomóc MySpace pokonać YouTube i Yahoo. To była walka zawodników wagi ciężkiej o dominację wideo. Ale kontrowersje wokół kopiowania trwały nadal. Czy była to innowacja czy imitacja?
Na następnej stronie dowiemy się o ekspansji MySpace na filmy, wiadomości i komedie.
Inne sekcje witryn MySpace
Niszowe centra treści na MySpace
Filmy z MySpace
Dla fanów filmów MySpace Movies było mniej samodzielną usługą, a raczej pułapką ekosystemową zaprojektowaną w celu zatrzymania użytkowników w silosie MySpace. W tej sekcji zgromadzono wszystkie informacje: od danych o nowościach po klipy zza kulis. Nie było tu nic rewolucyjnego technologicznie. Harmonogram spektakli i zakupu biletów można dokonać w innych miejscach. Kluczem była jednak integracja. Użytkownicy mogli przeglądać zdjęcia, przeglądać informacje o obsadzie i ekipie oraz śledzić, które filmy znajdowały się obecnie na listach przebojów.
Główny hak? Warstwa społeczna. Każdy film miał swój profil na MySpace. Fani nie tylko oglądali filmy; dodali ich do swojej listy znajomych. Było to dziwne zachowanie, ale zadziałało. Wprowadzając te profile, MySpace zadbało o to, aby dyskusje o filmach odbywały się na jej serwerach, a nie na IMDb czy Rotten Tomatoes.
Wiadomości MySpace
Kiedy w kwietniu 2007 roku wystartował serwis MySpace News, próbował on zająć pozycję pośrodku gospodarki informacyjnej. Było to coś pomiędzy algorytmicznym sortowaniem Google News a demokratycznym systemem głosowania Digg. Agregator zebrał nagłówki zarówno z głównych publikacji informacyjnych, jak i osobistych blogów. Mechanizm był prosty: użytkownicy przesyłali adresy URL, a społeczność głosowała nad ich jakością.
Nie chodziło tylko o clickbait. Platforma umożliwiła filtrowanie treści według tematu – sportu, polityki, podróży – oraz geografii. Wyglądało to na poważną próbę „powiększenia” demografii witryny. W miarę dojrzewania pierwszych użytkowników wzrosło zapotrzebowanie na prawdziwe media, a nie tylko aktualizacje profili. MySpace News było próbą firmy, aby stać się portalem dla wszystkich treści internetowych, poważnych i nie tylko. Nie była to sekcja najchętniej odwiedzana, ale sygnalizowała zwrot w stronę utylitaryzmu, a nie czystej socjalizacji.
Film z MySpace
Filmowcy-amatorzy odnaleźli w MySpace Film dziwny rodzaj nirwany. Platforma oferowała narzędzia do promowania, udostępniania i krytykowania dzieł. Strona główna zawierała obracające się banery przedstawiające treści generowane przez użytkowników. Dla niezależnego reżysera lądowanie na takim sztandarze oznaczało globalną ekspozycję, którą tradycyjni dystrybutorzy rzadko oferowali nowicjuszom.
W tej sekcji znalazł się hub „Festival Focus” związany z festiwalami filmów niezależnych, a także portal z ofertami pracy na stanowiska branżowe. Przyznano także nagrodę User’s Choice Award, cyfrowe wyróżnienie o prawdziwym znaczeniu. W czerwcu 2006 roku nagrodę zdobył Matt Ridderhoover za swój film krótkometrażowy To a Tee. To zwycięstwo nie tylko dało mu odznakę; przyniosło mu to cytaty w magazynie Filmmaker i szersze zainteresowanie mediów. Sieć społecznościowa stała się kompletnym kanałem dystrybucji.
Komedia na MySpace
Komedia poszła podobną drogą. MySpace Comedy wystartowało latem 2006 roku i oferuje przestrzeń zarówno dla profesjonalnych, jak i amatorskich wykonawców z otwartym mikrofonem. Witryna zawierała daty nadchodzących tras koncertowych, wyróżnienia najlepszych stand-upów i zarchiwizowane skecze komediowe. Chociaż dominowały treści komercyjne, służył jako ważne narzędzie sieciowe dla początkujących.
Dane Cook pozostaje tu klasycznym przykładem. Swój profil stworzył pod koniec 2003 roku, na długo przed oficjalnym istnieniem sekcji Komedia. Publikując codzienne numery i umieszczając linki do swojej osobistej strony internetowej, zyskał ponad dwa miliony „przyjaciół”. MySpace pozwoliło mu ominąć tradycyjnych strażników. Aby dotrzeć do publiczności, nie potrzebował zgody właściciela klubu. Jedyne, czego potrzebował, to Wi-Fi i spójność.
Różne kanały platformy — filmy, wiadomości, filmy i komedie — próbowały rozwiązać inny problem: odkrywanie, agregowanie, eksponowanie i komunikację. Firmy nie uratowali, ale pokazali, że w mediach społecznościowych można znaleźć media skierowane do konkretnych branż. Eksperyment się zakończył, ale model kuratorstwa oparty na społeczności przetrwał. Nadal głosujemy nad treścią. Wciąż poszukujemy niezależnych głosów. Po prostu robimy to teraz w innym miejscu.
Infrastruktura za chaosem
MySpace nie stał się fenomenem kulturowym przez przypadek. Dzieje się tak dlatego, że firma poczyniła konkretne, ryzykowne zakłady na technologie, które większość innych sieci społecznościowych ignorowała lub odkładała. Podczas gdy konkurenci wciąż zastanawiali się, jak obsłużyć kilkaset tysięcy użytkowników, MySpace obsługiwał już miliony. Różnica dotyczyła nie tylko kodu, ale także warstwy fizycznej i sieciowej. Potrzebowali szybkości, pamięci masowej i przepustowości, która nie ulegnie awariom pod obciążeniem.
Historia zaczyna się od tego, jak ludzie faktycznie znaleźli tę witrynę. Przez wiele lat MySpace korzystało z UltraDNS do zarządzania infrastrukturą nazw domen. To nie była drobnostka. Gdy miliony użytkowników jednocześnie wpisywały w swoich przeglądarkach „myspace.com”, powolny lub uszkodzony moduł rozpoznawania nazw DNS oznaczał pogorszenie komfortu użytkowania. Wybierając niezawodnego dostawcę DNS, firma MySpace zapewniła, że brama do chaotycznych treści generowanych przez użytkowników pozostanie otwarta i szybka. Jeśli drzwi się nie otworzą, impreza się nie rozpocznie.
Skalowanie pamięci masowej dla gigantów medialnych
Jednak znalezienie strony internetowej to tylko połowa sukcesu. Jego działanie wymagało ogromnej ilości miejsca na dysku. Witryny MySpace były „ciężkie”. Użytkownicy przesyłali zdjęcia, wpisy na blogu, a następnie muzykę i filmy. Ta treść nigdy nie zniknęła. Był przechowywany na serwerach, zajmując miejsce.
W połowie pierwszej dekady XXI wieku standardowe podejście było drogie i sztywne. MySpace wybrało inną drogę. Wdrożyli pamięć klastrową Isilon Systems. Było to odejście od tradycyjnych sieci SAN (sieci pamięci masowej) na rzecz skalowalnego podejścia klastrowego. Dlaczego to miało znaczenie? Ponieważ wzrost liczby użytkowników nie był liniowy. To było wykładnicze.
„Klustrowana pamięć masowa Isilon Systems wdrożona przez MySpace.com w celu zarządzania oszałamiającym wzrostem liczby użytkowników i zużyciem multimediów.”
Technologia ta pozwoliła firmie MySpace dodawać w razie potrzeby węzły magazynowania bez przestojów. Nie chodziło tylko o posiadanie miejsca na pliki, ale także o utrzymanie prędkości odczytu i zapisu w miarę powiększania się bazy danych. Jeśli warstwa pamięci była opóźniona, witryna wydawała się powolna. Gdyby wydawało się to powolne, użytkownicy odeszliby. Wdrożenie Isilona było bezpośrednią odpowiedzią na potrzebę elastycznego skalowania. Obsłużyła „ogromny wzrost liczby użytkowników”, z którym inne platformy nie mogły sobie poradzić.
Połączenie sieciowe i komunikacja równorzędna
Przechowywanie nie ma sensu, jeśli dane nie mogą szybko dotrzeć do użytkownika. MySpace wiedziało, że opóźnienie zabija zaangażowanie. Aby temu zaradzić, nawiązali współpracę z Equinix, jednym z największych dostawców centrów danych na świecie. Strategia polegała na przyglądaniu się.
Peering to bezpośrednie połączenie pomiędzy dwiema sieciami. Hostując swoje serwery w centrum danych Equinix, MySpace może łączyć się bezpośrednio z głównymi dostawcami usług internetowych (ISP) i sieciami dostarczania treści. Umożliwiło to ominięcie wąskich gardeł publicznego Internetu. Wynik? Szybsze ładowanie strony dla użytkowników AOL, Comcast i innych głównych dostawców.
Nie chodziło tylko o prędkość. Chodziło o niezawodność. Gdy ruch gwałtownie wzrósł podczas ważnych wydarzeń lub trendów wirusowych, bezpośrednie kanały peer-to-peer przejęły obciążenie bez załamania. Decyzja o poprawie łączności sieciowej za pośrednictwem Equinix była posunięciem biznesowym ukrytym pod przykrywką prac nad infrastrukturą. Utrzymywał działanie witryny, gdy inne mogły zawieść.
Przepustowość biznesowa i wideo
Infrastruktura wspierała zmianę rodzaju treści. MySpace nie był tylko siecią społecznościową; stała się platformą medialną. MySpaceTV został uruchomiony, aby konkurować z YouTube. Wymagało to nowego rodzaju infrastruktury. Pliki wideo są duże. Przesyłanie strumieniowe ich w czasie rzeczywistym wymaga znacznej przepustowości i skutecznych strategii buforowania.
Źródła podają, że MySpace szybko się dostosowało. Dodali filmy do muzyki, tworząc hybrydowe centrum medialne. Ta zmiana spowodowała ogromne obciążenie zaplecza. Pamięć masowa Isilon i połączenie równorzędne Equinix współpracowały w tandemie, aby obsłużyć obciążenie wideo. Bez tego solidnego backendu przejście na wideo byłoby porażką techniczną. Technologia zapewniła model biznesowy.
Bezpieczeństwo i ciemna strona
Żadna dyskusja na temat infrastruktury MySpace nie byłaby kompletna bez wspomnienia kwestii bezpieczeństwa. Otwarty charakter platformy był zarówno jej siłą, jak i słabością. Strona stała się celem drapieżników i spamerów.
Istnieją doniesienia o programistach znajdujących na platformie przestępców seksualnych. Była to nie tylko porażka moralna, ale także problem z zarządzaniem danymi. Jak identyfikować i blokować użytkowników w ogromnej rozproszonej bazie danych? Ostatecznie portal MySpace podjął kroki mające na celu blokowanie przestępców seksualnych, co obejmowało skanowanie profili i sprawdzanie danych. Wymagało to zasobów obliczeniowych i wydajnego przeszukiwania baz danych. Infrastruktura musiała wspierać nie tylko dostarczanie treści, ale także monitorowanie i egzekwowanie bezpieczeństwa.
Dziedzictwo stosu technologii
Rozwiązania techniczne MySpace były pragmatyczne. Nie wymyślili nowego sprzętu. Połączyli istniejące technologie w sposób, który priorytetowo traktował skalę i szybkość. Połączenie UltraDNS, pamięci masowej Isilon i komunikacji równorzędnej Equinix stworzyło podstawę, która może obsłużyć ogromną aktywność użytkowników.
Przypomina to, że doświadczenia użytkownika sieci społecznościowej są określane na długo przed ukończeniem projektu front-endu. Prawdziwa praca dzieje się w centrach danych. Płynne przewijanie, szybkie ładowanie zdjęć, błyskawiczne ładowanie stron – to wszystko jest zasługą dobrej infrastruktury.
Ostatecznie MySpace został sprzedany za 580 milionów dolarów. Szacunki te oparto na liczbie użytkowników i przychodach z reklam. Ale te liczby były możliwe tylko dzięki temu, że technologia wytrzymała. Kiedy szum ucichł, infrastruktura pozostała. To lekcja skalowalności. Możesz zbudować świetny interfejs, ale jeśli Twój DNS jest wolny, pamięć jest pełna, a przepustowość jest przeciążona, nie masz platformy. Twój link jest uszkodzony.
Wspomniani tutaj konkretni dostawcy — Isilon, Equinix, UltraDNS — zostali wybrani, ponieważ rozwiązali natychmiastowe problemy. Nie mieli 10-letniego planu rozwoju. Mieli mandat, aby „sprawić, żeby to zadziałało teraz”. Ta pilność zdefiniowała epokę.

























































