De-Mail, E-Post i mit prawnie wiążącego pisma cyfrowego

13

Obietnica brzmi zbyt dobrze, aby mogła być prawdziwa. Chcesz wysłać umowę, notę ​​prawną lub po prostu list formalny. Ale nie chcesz używać mediów papierowych. Nie potrzebujesz pieczątek. Chcesz, żeby to było prawnie wiążące. I chcesz, żeby nie dało się tego udawać.

Pojawia się „e-mail”. Lub, jak to nazywają Niemcy, De-Mail. Lub Poczta elektroniczna. A czasem po prostu „list online”.

To już istnieje od wielu lat. Było aktywnie promowane. Był krytykowany. I przez długi czas była to właściwie martwa strefa. Jednak ostatnio podjęto próby jego ożywienia. Główny argument? To bezpieczne. Ma moc prawną. To przyszłość poczty.

Czy to rzeczywiście jest przydatne? A może jest to po prostu kosztowna i uciążliwa biurokracja ukryta pod maską innowacji?

Podstawowa koncepcja: pismo cyfrowe ze skutkami prawnymi

W swej istocie e-mail nie jest e-mailem. To nie jest wiadomość WhatsApp. To jest hybryda.

Wyobraź sobie cyfrową kopertę przechodzącą certyfikowany proces. Ideą jest połączenie wygody Internetu z wartością prawną tradycyjnej poczty. W Niemczech zajmują się tym głównie federalne służby pocztowe Deutsche Post i inni certyfikowani dostawcy.

Oto jak to działa w praktyce:

„E-mail zapewnia prawnie bezpieczną transmisję dokumentów, zapewniając, że nadawca, odbiorca i treść pozostają niezmienione i nie można ich zmienić.”

Wysyłając taki e-mail, zazwyczaj potrzebujesz certyfikowanego konta. Oznacza to, że zweryfikowałeś swoją tożsamość. Nie piszesz po prostu na anonimową skrzynkę pocztową. System rejestruje czas wysłania i odebrania wiadomości. Ten znacznik czasu ma znaczenie. W sporach prawnych udowodnienie kiedy wiadomość została wysłana może zadecydować o wygranej lub przegranej.

Kim są dostawcy?

Deutsche Post jest głównym graczem. Oferują De-Mail. To ich flagowy produkt. Ale nie są sami.

Są inni dostawcy. Część z nich to małe firmy technologiczne. Niektóre z nich to agencje rządowe. Kluczowym wymogiem dla każdego dostawcy jest certyfikacja wydawana przez rząd niemiecki. Muszą spełniać rygorystyczne normy techniczne. Szyfrowanie. Uwierzytelnianie. Przechowywanie danych.

Jeśli szukasz „którzy dostawcy oferują prawnie wiążącą cyfrową pocztę e-mail”, odpowiedź jest ograniczona. Nie możesz po prostu wybrać dowolnej usługi e-mail. Musi to być certyfikowany dostawca De-Mail. To ogranicza konkurencję. To także ogranicza wybór.

Jaki jest koszt?

Tutaj zaczyna się najbardziej nieprzyjemna część.

Tradycyjna poczta jest tania. Zwykły list? Kilka centów. E-mail? To kosztuje więcej.

Deutsche Post pobiera opłatę w wysokości około 0,20–0,40 euro za list. W zależności od dostawcy i rozmiaru dokumentu cena może się różnić. Ale nigdy nie jest za darmo. I nigdy nie jest tak tanie jak e-mail.

Dlaczego? Ponieważ płacisz za infrastrukturę prawną. Do certyfikacji. Dla protokołów bezpieczeństwa. Do przechowywania danych. Płacisz za aspekt „bezpieczeństwa prawnego”.

Dla firm to się opłaca. Dla osób prywatnych wydaje się to marnotrawstwem. Ale jeśli potrzebujesz dowodu dostawy, płacisz składkę.

Bezpieczeństwo: dlaczego „nie da się go podrobić”?

Marketing twierdzi, że jest to „fälschungssicher” (niepodrobiony). Czy to naprawdę…

Obietnica jest znana. Jest tak prosty jak zwykły e-mail, ale ma moc prawną listu poleconego. Na tym polega istota krajowych cyfrowych usług pocztowych w Niemczech: De-Mail i E-Postbrief. Podczas gdy wcześniej w przypadku rachunków, umów i polis ubezpieczeniowych korzystaliśmy z faksów, listów poleconych (Einschreiben) lub fizycznych kopert, obecnie usługi te stanowią cyfrową alternatywę. Główny pomysł na sprzedaż? Szyfrowanie gwarantujące ważność prawną.

Ale czy rzeczywistość jest zgodna z marketingowym szumem? A kto właściwie kontroluje tę infrastrukturę?

Kto tu rządzi?

Krajobraz nie jest wolnym polem dla każdego. Jest to ściśle regulowane.

Operatorem e-Postbrief jest Deutsche Post. Choć nie są to jedyni gracze. Usługi De-Mail świadczone są przez Deutsche Telekom i United Internet (właściciel GMX i Web.de). Wszystkie podlegają tym samym ramom prawnym ustanowionym na mocy „ustawy De-Mail” (De-Mail-Gesetz ), która weszła w życie w maju 2011 r.

To prawo to nie tylko biurokratyczny hałas. Wyznacza standardy bezpiecznej komunikacji cyfrowej i ochrony danych. Reguluje również ściśle, którzy dostawcy mogą działać i jak muszą działać. Jeśli chcesz skorzystać z tych usług, wkraczasz na zamknięty ogród, a nie na Dziki Zachód otwartego Internetu.

Jak faktycznie działa szyfrowanie?

W tym miejscu pojawia się tarcie. W przeciwieństwie do wysyłania zwykłego e-maila do dowolnej osoby posiadającej konto Gmail, nie możesz po prostu wpisać dowolnego adresu i kliknąć „Wyślij”.

Zarówno De-Mail, jak i E-Postbrief wymagają, aby każdy uczestnik był zarejestrowanym użytkownikiem.

  1. Rejestracja : Musisz zarejestrować się u dostawcy.
  2. Identyfikacja : Musisz udowodnić, kim jesteś. Zwykle obejmuje to zeskanowanie Twojego dowodu osobistego (Personalausweis ), wizytę kuriera w Twoim domu (w przypadku niektórych dostawców) lub wizytę na poczcie (w przypadku Deutsche Post) w celu osobistego sprawdzenia Twojej tożsamości.
  3. Aktywacja : Po weryfikacji otrzymasz cyfrową skrzynkę pocztową. Musisz go aktywować za pomocą PIN-u lub kodu.
  4. Szyfrowanie : Każda wysłana wiadomość jest automatycznie szyfrowana.

To tworzy błędne koło. Możesz wymieniać wiadomości tylko z innymi zarejestrowanymi i zidentyfikowanymi użytkownikami. Szyfrowanie następuje automatycznie. Nie włączasz ani nie wyłączasz. Jest domyślnie włączona.

Wyjątek hybrydowy

Co zrobić, jeśli chcesz wysłać coś komuś, kto nie jest obeznany z technologią? A może komuś, kto po prostu odmawia rejestracji?

Hybridbrief pojawia się na zdjęciu.

Nadawca (który musi być zarejestrowany) wysyła wiadomość cyfrowo. Następnie dostawca drukuje go, umieszcza w fizycznej kopercie i wrzuca do skrzynki pocztowej odbiorcy.

To wypełnia lukę. Odbiorca nie potrzebuje komputera. Nie wymaga rejestracji. Brak umiejętności cyfrowych. Tylko skrzynka pocztowa. Dla nadawcy jest to płynne przejście z formatu cyfrowego na fizyczny. Dla odbiorcy wygląda on zupełnie jak zwykły list.

Analiza kosztów

Bezpieczeństwo nie jest darmowe. A wygoda nie jest darmowa.

  • E-Postbrief : Deutsche Post pobiera opłatę w wysokości 55 centów za list zwykły. W przypadku listów wielostronicowych obowiązują dodatkowe opłaty. Jest to równowartość kosztu standardowej przesyłki poleconej.
  • De-Mail : Po pierwszym okresie bezpłatnej rejestracji każda wiadomość kosztuje 39 centów.

Na papierze De-Mail jest tańszy niż tradycyjna poczta. W praktyce bariera wejścia – rejestracja, weryfikacja tożsamości, oczekiwanie na aktywację – jest wysoka. Dla większości ludzi marginalna oszczędność wynosząca 16 centów na e-mail nie przewyższa kłopotów związanych z konfiguracją nowej, restrykcyjnej usługi e-mail.

Czy to naprawdę bezpieczne?

Tutaj dyskusja staje się gorąca.

Krytycy wskazują na zasadniczy błąd w architekturze. Aby móc przetwarzać i kierować wiadomości, dane muszą zostać odszyfrowane na serwerach dostawcy. Dostawca jest właścicielem kluczy. Tworzy to potencjalny wektor ataku. Jeśli haker uzyska dostęp do serwera dostawcy lub jeśli dostawca będzie zmuszony przekazać dane, Twój „zaszyfrowany” e-mail będzie czytelny.

BSI (Bundesamt für Sicherheit in der Informationstechnik – Niemiecka Federalna Agencja Bezpieczeństwa Informacji) odrzuca tę krytykę. Twierdzą, że pełne szyfrowanie typu end-to-end sprawiłoby, że system byłby bezużyteczny dla przeciętnego człowieka. Przedkładają użyteczność nad absolutne teoretyczne bezpieczeństwo. Twierdzą, że w praktyce ryzyko jest minimalne i że dla tych, którzy tego potrzebują, dostępne jest opcjonalne szyfrowanie „od końca do końca”.

Bitkom, niemieckie stowarzyszenie branży IT, zgadza się z tym. Odrzucają te obawy jako w dużej mierze bezpodstawne.

Użytkownicy De-Mail mogą korzystać z dodatkowego poziomu zabezpieczeń. Za dodatkowe 12 centów za wiadomość możesz kupić znaczek „Vertraulich” (poufne). Wymaga to od odbiorcy wprowadzenia numeru TAN (numeru uwierzytelnienia transakcji), zanim będzie mógł otworzyć wiadomość. To dodaje krok. To zwiększa tarcie. Ale dodaje także warstwę uwierzytelniania, której brakuje w standardowym De-Mail.

Podsumowanie

Technologia działa. Ramy prawne są mocne. Szyfrowanie jest wystarczająco silne, aby sprostać większości zadań biznesowych i administracyjnych.

Ale prawdziwa historia kryje się we wskaźniku adopcji.

Dla przeciętnego obywatela Niemiec wysiłek związany z rejestracją, weryfikacją tożsamości i nauką nowego interfejsu jest znaczny. Opcja hybrydowa nieco to łagodzi, ale przywraca te same niedociągnięcia, które system cyfrowy miał wyeliminować.

Pozostaje nam system bezpieczny, legalny i funkcjonalny. Jest również powolny w adaptacji, kosztowny dla przeciętnego użytkownika w porównaniu ze standardową pocztą e-mail i zależny od garstki dużych, dominujących graczy.

Rozwiązuje problem prawny. Ale czy rozwiązuje to problem doświadczenia użytkownika? Prawdopodobnie jeszcze nie. Infrastruktura jest. Zaufanie jest budowane.